Z nowinkami motoryzacyjnymi nie jestem na bieżąco, niemniej daleko mi od ignorancji w tej kwestii. Swój wkład miała tutaj niewątpliwie ewolucja, ale również jeden z czołowych programów rozrywkowych w Wielkiej Brytanii. Jednym ze sprawców jest również osoba Jeremiego Clarksona.

Pakiet "Wytrącony z równowagi" (e-book i drukowane wydanie) do nabycia w Nexto w cenie 31,99 zł.
Połączenie pasji, sarkazmu i autoironii sprawdza się znakomicie. Udowadnia to motoryzacyjne show Top Gear, które doczekało się już dziewiętnastego sezonu w matczynej stacji. Świadectwem popularności niech będzie kilkudziesięciomilionowa oglądalność, próby skopiowania pomysłu na inne fronty i rozpoznawalność prowadzącego tria w niemal każdym zakątku świata. Prócz fascynujących liczb w kronikach historii telewizji i na obrotomierzach motoryzacyjnych cudów, Najwyższy bieg to także dosyć wyraziste poglądy prowadzącego.
Jeremy Clarkson nie przebiera w środkach jeśli brać pod uwagę komentowanie rzeczywistości. Linia „ideowa” prezentowana w programie znalazła również odzwierciedlenie w formie pisanej, która z różnoraką częstotliwością ukazuje się w formie książki. Wytrącony z równowagi jest kolejnym zbiorem przemyśleń, dotyczących nie tylko świata motoryzacji, ale wszystkich „uroków” z nim związanych – wliczając ten o byciu kierowcą na drogach Wielkiej Brytanii.
Pióro „orangutana” (jak go zwykła określać pozostała dwójka współprowadzących) jest celnie wymierzone i ostre, jak zresztą dumnie reklamuje okładka. O ile z Clarksonem nie można się zgadzać w kwestiach poglądów, tak raczej przytakuje się jego dosadności w formułowaniu sądów na temat „wszystkiego i wszystkich”. Charakterystycznie dla wesołej twórczości prowadzącego, wrogiem numer jeden pozostają ekolodzy, którzy odcisnęli swoje piętno na rynku motoryzacyjnym. Jeremy w końcu wielbi starą szkołę kilkusetkonnych silników, nie przejmując się zbędną kwestią wydalanych spalin i konsumpcji paliwa przez połykające drogę monstra.
Nie sposób odmówić racji w wielu kwestiach, choćby w częstotliwości i systematyczności w rozstawianiu fotoradarów. Niektóre z felietonów (bo tak zbudowana jest tu publikacja) wydają się być stworzone w celach tylko i wyłącznie „kabaretowych”, przynosząc pomysły z pogranicza absurdu i utopii. W końcu to w Clarksonie lubimy najbardziej? Jedynym podstawowym zastrzeżeniem jest „data produkcji” sprezentowanych artykułów, opatrzonych rocznikiem 2008. Wątpliwa aktualność to jedno, drugą – fani motoryzacyjnych wywodów mogli je znaleźć dotychczas w prasie drukowanej.