Wydawca wyleciał z „Pytania na śniadanie”. Pozwolił pokazać tęczową flagę na antenie TVP
„Oj, ktoś za to beknie...” — to pytanie kołatało się w głowie nie tylko widzom, ale i pracownikom gmachu przy ulicy Woronicza 17 w Warszawie. I wszyscy wykrakali. Według nieoficjalnych informacji, TVP zerwało umowę z wydawcą „Pytania na śniadanie”. Pracował przy programie przez 12 lat.

„Kontrowersyjny” odcinek został wyemitowany 14 lipca – w dniu osób niebinarnych. Wystąpiła w nim Karin Ann ze Słowacji. 19-latka występowała m.in. z Sanah (na pewno słyszeliście jej piosenkę o tym, że hardcorowo pada deszcz i tak na maksa wieje też). W pewnym momencie wyciągnęła z torby tajną „broń” - tęczową flagę. Najwyraźniej ochroniarze za słabo ją przetrzepali na bramce.
Najpierw występ Karin Ann został skasowany ze strony TVP, a teraz pożegnano wydawcę.
„Pytanie na śniadanie” był emitowany na żywo, więc trudno było zareagować pracownikom TVP. To właśnie dlatego każda szanująca się telewizja reżimowa nadaje programy z kilkuminutowym opóźnieniem – by zawsze był czas na reakcję i ewentualne cięcia. Tutaj jednak nie zrobiono nic. A może właśnie o to chodziło?
To pytanie można zadać Radosławowi Bielawskiemu. Jak informuje portal OKO.press, został wezwany na dywanik m.in. szefem wydawców „Pytania na śniadanie” Cezarym Jęksą oraz szefową agencji kreacji rozrywki i oprawy Anną Cyzowską. Głównym zarzutem było to, dlaczego pozwolił na pokazywanie piosenkarki z zakazaną flagą.
Portal ustalił, że Bielawski najpierw został zawieszony, ale najwyraźniej zrobił się wokół tego zbyt duży szum. O happeningu pisały dosłownie wszystkie media. Trzeba było więc znaleźć kozła ofiarnego i w sobotę zerwano z nim współpracę. Był wydawcą „Pytania na śniadanie” od 2009 roku. Wcześniej pracował m.in. przy „Dzień Dobry TVN”.
Piosenkarka ze Słowacji była zaskoczona, że udała jej się akcja z tęczową flagą.
Karin Ann opowiedziała portalowi Noizz o kulisach swojego pomysłu. W sumie wymagało to jedynie odwagi.
Strona z artykułem i nagraniem z Karin Ann została błyskawicznie usunięta. Zachowała się jej kopia w Google, ale bez wideo. Takie rzeczy jednak nigdy nie giną i bez problemu znajdziemy je na YouTube czy Twitterze.

Wysłałem w tej sprawie mail do biura prasowego TVP. Jeśli uzyskam odpowiedź, umieszczę ją tutaj.