Finałowy zwiastun „Obecności 3” już w sieci. To uniwersum filmów grozy wciąż nie ma żadnej konkurencji
Tak zwane Uniwersum Obecności pęcznieje, rośnie i rozwija się. Od 2013 roku — wliczając nadchodzącą trzecią odsłonę głównej serii — otrzymaliśmy już osiem powiązanych ze sobą filmów. Współcześnie nie istnieje drugie podobne, aktywnie rozbudowywane uniwersum filmów grozy (nie liczę slasherów poświęconych powracającemu mordercy, takich jak nowe — i świetne — „Halloween”). Dodam, że potencjalna konkurencja ma wysoko zawieszoną poprzeczkę.
James Wan zna się na rzeczy. Tak po prostu: to znakomity rzemieślnik, reżyser z wizją. Nawet jeśli któryś z jego filmów ostatecznie okazał się nieudany (o co najczęściej można było obwiniać scenariusz), zdecydowana większość z nich to obrazy nader sprawnie zrealizowane. Po pierwszej „Pile”, która szybko zyskała rzesze miłośników i otworzyła drzwi długiej serii (w ostatnim czasie nieudolnie reanimowanej), i dwóch kolejnych szrotach, otrzymaliśmy pierwszego „Naznaczonego”, czyli film doceniony również przez krytykę. James Wan postanowił nie silić się na oryginalność i zaprezentował produkt w stylu „od fanów dla fanów”, przy okazji którego udowodnił nie tylko swoją miłość do gatunku, lecz także zrozumienie i naturalną swobodę korzystania z różnych typowych dla niego klisz. Twórca zrezygnował z brutalności i zaczął straszyć czymś zgoła innym: atmosferą. Później był jeszcze uwodzący twórczą kreatywnością „Aquaman” czy uwielbiani przez fanów absurdalnych akcyjniakow „Szybcy i wściekli 7”, ale zdaniem wielbicieli kina grozy to osiem lat temu mieliśmy szansę zobaczyć opus magnum filmowca.
W 2013 roku James Wan dał światu pierwszą „Obecność” i otworzył kolejne uniwersum horrorów, które przy okazji premiery trzeciej odsłony będzie liczyło już osiem filmów.
Wan i tym razem nie starał się przecierać nowych szlaków czy wymyślać gatunku na nowo, ale nie zamierzał też bawić się w pastisz. Twórca wykorzystał to, co w filmach grozy najlepsze i sprawdzone; udowodnił też, że jest prawdziwym mistrzem budowania napięcia. „Obecność” naprawdę przerażała, a to wszystko za sprawą reżyserskiego kunsztu. Patrick Wilson i Vera Farmiga jako małżeństwo Warrenów stali się jedną z ikonicznych par z filmów gatunkowych.
