Odejście Kathleen Kennedy ze stanowiska szefowej Lucasfilm wywołało znaczny szum w świecie popkultury. Tym bardziej, że zastąpił ją Dave Filoni, który, mówiąc dyplomatycznie, nie cieszy się największą sympatią wśród dużej części fanów uniwersum "Gwiezdnych wojen". Strategia nowych władz studia raczej nie zmieni tego stanu - prawdopodobnie jeszcze bardziej go pogłębi.

Lucasfilm to zdecydowanie jedna z najważniejszych marek w historii kina. Tę wytwórnię założył w 1971 roku George Lucas - legendarny reżyser filmów z serii "Gwiezdne wojny". W 2012 roku została ona przejęta przez Walt Disney Company. Do niedawna szefową Lucasfilm była Kathleen Kennedy - słynna amerykańska producentka, sześciokrotnie nominowana do Oscara, często współpracująca ze Stevenem Spielbergiem, jednak przede wszystkim: sprawująca pieczę nad dotychczasowymi produkcjami osadzonymi w gwiezdnowojennym świecie, takimi jak "Akolita", Ahsoka", "Andor", czy "Załoga rozbitków". Po wielu latach prezesury została ona zastąpiona przez Dave'a Filoniego, który od teraz wyznacza nowy kurs wytwórni. Pytanie, czy lepszy? Wobec tego narastają spore wątpliwości.
Star Wars: nowe porządki Dave'a Filoniego. Czy lepsze? Raczej nie
W przypadku przyjścia nowych władz w firmie jest czymś absolutnie naturalnym, że świeżo upieczone szefostwo robi tzw. "przegląd wojsk" - nie tylko kadrowy, ale również na poziomie kreatywnym, spójności wizji. W przypadku Lucasfilm mowa tutaj przede wszystkim o strategii wobec seriali, ale także filmów - w tym roku do kin trafi "Mandalorian & Grogu", zaś kolejnym w kolejce jest "Star Wars: Starfighter" z Ryanem Goslingiem w roli głównej.
Jak podaje Hollywood Reporter, nowe porządki Dave'a Filoniego będą dość radykalne i nie zwiastują zbyt wiele dobrego. O ile Kennedy miała podchodzić do twórców filmów na zasadzie spotykania się i pytania go o własną wizję projektu osadzonego w świecie "Gwiezdnych wojen", o tyle strategia Filoniego zapowiada się na odmienną. To właśnie nowy szef Lucasfilm ma być pomysłodawcą kierunku, w którym będzie zmierzać dany projekt i dopiero potem poszukiwać twórców, którzy podzielą jego wizję i będą w stanie ją zrealizować.
Portal zauważa, że efektem wolnej ręki twórczej, jaką dawała Kennedy, jest chociażby wspomniany "Starfighter" - produkcja niezależna fabularnie od poprzednich, której autorami są Shawn Levy (reżyser) i Jonathan Tropper (scenarzysta). Pozbawienie takiej wolności to krok, który zdecydowanie budzi wątpliwości. Oczywiście trzeba poczekać na efekty strategii "nowej miotły". Istnieje jednak coraz większe ryzyko, że nowe władze Lucasfilm będą miały destrukcyjny wpływ na kreatywność, która zawsze była siłą tego uniwersum. Nie zapowiada się więc, że opinia o Filonim ulegnie poprawie - jego ruch wskazuje na chęć ograniczenia pomysłowości reżyserów i scenarzystów, na rzecz podporządkowania ich swojej własnej wizji.
W ostatnich latach marka "Gwiezdnych wojen" przyciągała niezłe nazwiska, takie jak J.J. Abrams, Rian Johnson, Gareth Edwards, czy Ron Howard, a już teraz wiadomo, że wokół projektów spod tego szyldu kręcą się wspomniany Levy, ale również Taika Waititi oraz James Mangold - twórcy o różnych passach, ale niewątpliwie renomowani. Otwarte pozostaje pytanie, czy pod władzą Filoniego będą mieli możliwość spokojnej pracy, czy to raczej pogrzeb kreatywności w "Star Wars".
Czytaj więcej o filmach na Spider's Web:
- Elli McCay anulowano kinową premierę. Zaraz trafi do streamingu
- Najlepsze Wichrowe wzgórza są w streamingu. Zobaczcie, zanim pójdziecie do kin
- Nowa wersja kultowego horroru podbija HBO Max. Wygrywa z oryginałem
- Kasowy hit 2025 roku w SkyShowtime. To najlepszy film serii
- M3GAN 2.0 wreszcie w streamingu. Gdzie obejrzeć online kontynuację hitu?







































