REKLAMA
  1. Rozrywka
  2. Uncategorized

2. sezon genialnego serialu z Disney+ dowodzi, że nie istnieje lepsza dekonstrukcja kina superbohaterskiego

Po nieco ponad roku przerwy "Nadzwyczajna" powróciła z 2. sezonem, nie tracąc nic ze swojej kreatywności, zadziorności i absurdalnego poczucia humoru. Nowa odsłona uzmysłowiła mi, że jeśli chodzi o opowieści z supermocami w tle, żaden inny serial nie proponuje czegoś równie świeżego i wielowarstwowego. 

09.03.2024
12:14
nadzwyczajna sezon 2 serial recenzja opinie disney plus extraordinary
REKLAMA

W styczniu ubiegłego roku moje serce zostało podbite przez „Nadzwyczajną”, czyli brytyjski serial Emmy Moran - był to bodaj pierwszy raz od bardzo, bardzo dawna, kiedy produkcja czerpiąca z superbohaterskiej konwencji wywołała we mnie poczucie obcowania z czymś naprawdę świeżym. Opowieść o alternatywnej rzeczywistości, w której każdy po wkroczeniu w pełnoletność odkrywa w sobie jakąś nadnaturalną zdolność, a główna bohaterka o trudnym charakterze - 25-letnia Jen - okazuje się jedyną, w której nie przebudziła się żadna moc, rozkochała mnie w sobie już po pierwszym kwadransie. Traciłem głowę dla kolejnych pomysłów twórców, którzy prześcigają się w wymyślaniu nieraz naprawdę niedorzecznych umiejętności dla mieszkańców świata przedstawionego; dla miksu kloacznego dowcipu z odbijającym wiele bolączek naszej rzeczywistości dramatem; dla barwnych postaci, odwagi w dotykaniu trudnych tematów, wrażliwości.

1. sezon tchnął nowe życie w nadmiernie eksploatowany gatunek, sprytnie modyfikując i łącząc znane tropy. A 2. sezon robi to wszystko równie dobrze, o ile nie lepiej.

Czytaj więcej filmowych i serialowych polecajek na łamach Spider's Web:

REKLAMA

Nadzwyczajna, sezon 2. - recenzja serialu z Disney+

Napędem „Nadzwyczajnej” była frustracja Jen związana z brakiem jakiejkolwiek unikalnej zdolności - produkcja skupiała się przede wszystkim na budowaniu metafory poczucia zagubienia i przerażenia pokolenia dwudziestokilkulatków; niepewności co do własnego losu, rozczarowania codziennością i samym sobą, wrażenia sprawiania zawodu wszystkim wokół. Serial doskonale ilustrował szereg obaw, na czele z tą, która dotyczy odstawania od reszty, bycia zepchniętym na margines. Myśli, że wszyscy wokół nadążają i ogarniają, że robią to, co powinni, a nam ten przepis na udane życie gdzieś się zawieruszył. 

W 2. sezonie Jen sięga po pomoc pewnego terapeuty, który - realizując specjalny program - ma za zadanie dotrzeć do głębin jej umysłu i zniwelować psychologiczne blokady, które mogą hamować jej moc. Twórcy kontynuują znane wątki, dorzucając kilka nowych współczesnych zgryzot, przekuwając je na błyskotliwą, nieco surrealistyczną metaforę i pozwalając postaciom drugoplanowym przebyć kolejne etapy ich podróży (tu największe ukłony za rozwinięcie wątku Jizzlorda, który staje się jedną z kluczowych emocjonalnych filarów serii). I tym razem całość wciąga jak diabli, wywołuje olbrzymią satysfakcję swoją pomysłowością, rozśmiesza i wzrusza. 

Moc „Nadzwyczajnej” wciąż drzemie w jej bohaterach, których nieraz naprawdę bzdurne perypetie jakimś cudem możemy przełożyć na życiowe zawirowania w naszej rzeczywistości. Każda i każdy z nich składa się z dominujących przerysowanych cech i bardziej przyziemnych ułomności, dzięki którym stanowią interesujący i złożony miks. Uwielbiamy z nimi sympatyzować, uwielbiamy ich nie cierpieć. 

REKLAMA
Nadzwyczajna 2

Sercem pozostaje jednak Máiréad Tyers w roli Jen: na zmianę bezlitosna, energiczna, skołowana i rozbita, skupia w sobie tak wiele przywar i utrapień - zarówno tych powszechnych jak i bardziej neurotycznych - że nie sposób ani przez moment nie dostrzec w niej siebie. Tym bardziej, że serial w gruncie rzeczy nie stawia jej w roli ofiary (no, może okazjonalnie): Jen ponosi odpowiedzialność za ogrom swoich dramatów i niepowodzeń, a wiele komponentów jej postawy to prawdziwy problem, który należałoby przepracować.

W nowej odsłonie nierówny humor może zacząć nieco doskwierać - przez niego tytuł staje się momentami równie głęboki, co prymitywny. Część bardziej kloacznych dowcipów nie ma w sobie tej przekory i brawury: to wulgarność dla wulgarności, niska i czasem pozbawiona wdzięku, choć przyznam, że osobiście cenię sobie tę zuchwałość.

Na szczęście „Nadzwyczajna” i tak pozostaje tytułem nieodparcie zabawnym, boleśnie szczerym, pewnym siebie, świadomym i kreatywnym. Dba o rozwój postaci, rozbudowuje narrację; sprośność przeplata dojrzałością, pielęgnuje swoją tożsamość i nieustannie uwielbia podciąć najbardziej absurdalne momenty nieoczekiwanym dramatem czy patosem, co ostatecznie wybrzmiewa zaskakująco potężnie. To prawdziwy unikat, nie tylko w konwencji, ale i pośród wszystkich współczesnych seriali. Po takim seansie sama myśl o marvelowskich, ściągniętych z taśmy produkcyjnej klonach zabija nudą. 

Nadzwyczajna: 2. sezon serialu wylądował już na Disney+.

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA