Oglądam kompulsywnie. "The Killing" ze świetnym finałem i takim samym 4 sezonem
Wiedziałam, że to wszystko tak się skończy. Po pierwszym odcinku 4 sezonu "The Killing" obejrzanym jednego dnia, już następnego pochłonęłam pięć kolejnych epizodów. Odpalałam jeden za drugim, klikając w ikonkę play coraz bardziej poruszona. Siedziałam do 1:00 w nocy, by w końcu poznać rozwiązanie kryminalnej intrygi i przekonać się, co czeka moich dwóch ulubionych bohaterów, Holdera i Linden. I wiecie co? Było warto, choć nie mogę powiedzieć żebym: a) wyspała się; b) nie czuła tęsknoty za detektywami. Bo to już jest koniec. I... dobrze.

REKLAMA

