REKLAMA

To niewiarygodne, jak wiele zmienił serial „Bez pożegnania”. Dlatego warto przeczytać powieść Harlana Cobena

Serial „Bez pożegnania” powstały na bazie powieści Harlana Cobena zdecydowanie zdominował w tym tygodniu ranking popularności na platformie Netflix. Francuska produkcja w rzeczywistości nie jest jednak zbyt wierną adaptacją. Porównanie miniserialu do książki wypada zdecydowanie na korzyść tej drugiej.

bez pożegnania serial a książka harlan coben
REKLAMA

Uwaga! Tekst zawiera drobne spoilery dotyczące fabuły książki i serialu „Bez pożegnania”.

W ciągu niecałych dwóch lat Netflix stworzył i wypuścił aż cztery kolejne seriale oparte na prozie Harlana Cobena, z czego najnowszym jest francuskie „Bez pożegnania”. Dosyć szybko dało się zauważyć, że tworzone przez serwis adaptacje nie są zbyt wierne oryginalnym tekstom. Często ze szkodą dla serialu. Przykładowo w „W głębi lasu” wiele zwrotów akcji było niezrozumiałych bez obecnego w książce kontekstu i motywacji postaci. Część zmian zafundowanych nam przez scenarzystów wprost działała zresztą na szkodę logiki.

W przypadku „Bez pożegnania” jest nieco inaczej. Rzecz nie w tym, że debiutujący niedawno miniserial miesza coś w fabule powieści. On po prostu wyciąga z niej tylko sam szkielet, a resztę wypełnia po swojemu. Na papierze prawie wszystkie wydarzenia obecne w produkcji Netfliksa pojawiają się także w książce. Ale w praktyce przeważnie w innych okolicznościach, z inaczej zachowującymi się bohaterami i odmiennym finałem. Porównanie obu dzieł jest więc dosyć żmudnym, ale interesującym procesem. Książka ostatecznie wypada zresztą po prostu lepiej, co nie jest wielkim zaskoczeniem. Z „W głębi lasu” było bardzo podobnie, a i „Niewinny” w oczach naszego recenzenta wypadł gorzej niż oryginał.

REKLAMA

Bez pożegnania – serial a książka, czyli co Netflix zmienił w adaptacji:

Czas i miejsce akcji

„Bez pożegnania” jest jedną z najstarszych powieści w katalogu Harlana Cobena, więc siłą rzeczy Netflix postanowił uwspółcześnić całą historię. Poprzednio toczyła się na początku XXI wieku, a teraz została umiejscowiona gdzieś w okresie współczesnym. Podobnie jak w przypadku poprzednich adaptacji wypuszczonych po podpisaniu umowy opiewającej na 14 seriali firma zdecydowała się też przenieść akcję ze Stanów Zjednoczonych. Tym razem padło na Francję (a dokładniej Niceę), Hiszpanię i Włochy.

Wina i los Freda/Kena

Podstawowa różnica między tymi dwoma historiami, która od razu rzuca się w oczy ma związek z osobą brata głównego bohatera. W serialu mężczyzna nosi imię Fred, a w książce występuje jako Ken, ale nie to jest najważniejsze. Przede wszystkim w powieści świat nie ma żadnych wątpliwości co do jego winy. Na miejscu zbrodni popełnionej na byłej dziewczynie Guillaume'a/Willa świadkowie nie dostrzegają żadnej trzeciej postaci. Nikt też do Kena nie strzela i nie jest on uznany za zmarłego. Wręcz przeciwnie, policja przez dekadę próbowała go znaleźć i postawić przed wymiarem sprawiedliwości.

Wiadomość o przetrwaniu brata nie jest więc dla Willa w książce tak wielkim zaskoczeniem jak dla Guillaume'a w serialu. Zresztą bohater dowiaduje się o tym bardzo szybko, bo jego umierająca matka wyznaje mu to na łożu śmierci. Cała ta sytuacja stawia rodzinę głównego bohatera w zupełnie innej sytuacji wobec świata niż w serialu. Tam byli jednymi z ofiar, a tutaj znienawidzoną przez sąsiadów familią mordercy i gwałciciela. Tak, w książce Julie (czyli Sonia z miniserii) zostaje nie tylko brutalnie zamordowana, ale też wykorzystana seksualnie.

Rodzina głównego bohatera

A skoro o śmierci matki mowa, to w oryginale poświęca się temu tematowi zdecydowanie więcej miejsca. Być może nie powinno to dziwić, bo w końcu porównujemy pięcioodcinkowy serial z liczącą w nowym wydaniu ponad 400 stron książką. Rzecz w tym, że relacja Willa i Kena z obojgiem rodziców jest w powieści zdecydowanie inna. Co rzutuje na motywacje dla działań ich obu, a także kilku pobocznych postaci. Serial w zarysowaniu seniora rodu Lucchesich poszedł w standardowego brutala dręczącego fizycznie i psychicznie dzieci. U Cobena mężczyzna ma zupełnie odmienny charakter, co nie oznacza, że nie jest zamieszany na jakimś poziomie we wszystkie późniejsze wydarzenia.

Szczegóły ucieczki Judith/Sheili

Obie wersje „Bez pożegnania” opierają się na dwóch głównych wątkach. Pierwszy dotyczy morderstwa sprzed dekady, a drugi ucieczki nowej dziewczyny głównego bohatera. Ze wszystkich elementów powieści zatrudnieni przez Netfliksa scenarzyści historię Sheili utrzymali w najbardziej niezmienionej formie (pewne szczegóły dotyczące jej przyszłości są inne, ale te mniej istotne). W książce Sheila jest jednak zdecydowanie bardziej enigmatyczną postacią. Dowiadujemy się dużo mniej o jej wcześniejszym życiu z Willem (zresztą tutaj są ze sobą od roku, a w serialu Judith i Guillaume randkują od dwóch lat). Jej ucieczka jest też zdecydowanie mniej ekstrawagancka i z początku przypomina po prostu odejście kochanki.

Rola Ines/Katy

Siostra zamordowanej Soni/Julie pojawia się w obu wersjach opowiadanej historii, ale w serialu dzieje się tak nieco na doczepkę. Dziewczynę dręczy wspomnienie tamtych mrocznych wydarzeń i próbuje się od niego jakoś uwolnić poprzez flirt z głównym bohaterem. Rzecz w tym, że nie licząc jednego podsłuchanego zdania świadczącego o winie prawdziwego mordercy nie pełni w fabule francuskiej produkcji żadnej roli.

Jest potrzebna do tego jednego celu, a poza tym widnieje gdzieś na marginesie wydarzeń. W książce wygląda to zupełnie inaczej. Po pierwsze motywacją dla Katy jest chęć odkrycia prawdy o śmierci siostry, a po drugie spotyka się z Willem po tym, gdy na cmentarzu natrafia na jego brata. Aktywnie uczestniczy też w śledztwie poświęconemu tej sprawie. Adaptacja nie ma czasu na żadną z tych kwestii, zachowując z oryginalnego portretu tej bohaterki tylko jej uderzające fizyczne podobieństwo do starszej siostry.

Duch i wątki kryminalne

Pierwsze reakcje widzów „Bez pożegnania” były dosyć mieszane, ale jedna pretensja wybijała się z nich dosyć powszechnie. Chodzi o to, że nowy serial platformy Netflix w zasadzie nie jest kryminałem. To w zasadzie dosyć słuszne pretensje, bo ten element tutaj zdecydowanie zawodzi. U Cobena sprawa ma się zupełnie inaczej. Działaniom policji i FBI poświęca się zdecydowanie więcej miejsca, a oprócz tego poznajemy też znacznie więcej szczegółów na temat kryminalnej działalności części postaci.

Kluczowy dla tego wątku jest Duch, czyli John Asselta. To przyjaciel Kena z liceum i bohater przez całą treść książki balansujący na granicy między antagonistą i sojusznikiem. W serialu zastępuje go niejaki Ostertag, ale to w rzeczywistości zupełnie inna postać. Pod względem charakteru, przeszłości, motywacji i działań w trakcie opisywanych wydarzeń. Nic tutaj się nie zgadza. A to prowadzi nas do finałowej sekwencji zdarzeń – skrajnie różnej od tego, co przygotował dla widzów Netflix.

Zakończenie

REKLAMA

Wszystkie wymienione kwestie wyraźnie świadczą o tym, że francuskie „Bez pożegnania” to wyjątkowo luźna adaptacja. Na pierwszy rzut oka mnóstwo elementów układanki pasuje, ale tak naprawdę chodzi tylko o puzzle wchodzące w skład ramki. Bynajmniej nie działa to na korzyść serialu, który kończy się słabo wyreżyserowaną i kompletnie nieprzystającą do reszty gangsterską sekwencją strzelaniny. W książce wygląda to zupełnie inaczej. Natomiast jeśli macie zamiar ją przeczytać, to polecam nie odsłaniać znajdującego się poniżej spoilera.

W powieści podobnie jak w serialu finalnie okazuje się, że to brat głównego bohatera zabił pomagającą mu w handlu narkotykami Julie. Co stało za tym czynem? Oczywiście próba ochrony własnej skóry. Książka pokazuje jak FBI ostatecznie natrafia na ślad uciekającego od dekady mężczyzny i łapie go na terenie Szwecji. Obie strony ubijają jednak interes polegający na współpracy prowadzącej do złapania szefa całego narkotykowego biznesu. Właśnie dlatego Ken wraca do USA, ale na miejscu doprowadzić go przed oblicze sprawiedliwości próbują Duch i Katy. To właśnie ona w finałowej scenie celuje do zabójcy swojej siostry z broni i oddaje nawet strzał, który wyłapuje będący też na miejscu zdarzenia ojciec Willa i Kena. Ostatecznie ten drugi z miłości do brata poddaje się i trafia w ręce policji. Ostatni twist zostaje zaś ujawniony przez Ducha, który zdradza Willowi tożsamość dziewczynki, z którą podróżowali Ken i prawdziwa Sheila Rogers (a nie Nora, która się pod nią tylko podszywała). To wcale nie jest ich córka, a dziewczynka urodzona przez Julie właśnie ze związku z Willem..

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA