REKLAMA

Fani "Wiedźmina" pienią się bardziej niż mydełko Fa. Bohaterka serialu będzie inna niż w książce. Poszedł foch

Nowy incydent kałowy: czas, start! A któż to znowu namieszał wśród prawilnego fandomu prześladowanych białych 30-latków? Oczywiście twórcy serialu "Wiedźmin" od Netfliksa. O co poszło tym razem? Czy Płotka będzie koniem a nie klaczą? A może Jaskier nie zaśpiewa jakiejś piosenki? Ciri będzie miała podwójne brwi jak Edyta Bartosiewicz? Nie, nie tym razem. Poszło o kolor skóry po raz 2137.

fani wiedźmina Margarita laux-antille netflix
REKLAMA

Powiem wam, że nic mnie już nie zdziwi. Odkąd wszystkim wszystko przeszkadza, można mieć pewność, że szambo wybije każdego dnia. Albo będzie za obrazoburczo, albo będzie za bardzo w duchu modnego słówka diverisity, które działa jak płachta na byka na Słowian, bo przecież Wiedźmin był Polakiem. "Wiedźmin" wraz z Netfliksem mają pod górkę od początku jakichkolwiek przecieków związanych z planami dotyczącymi serialu. Zaczęło się od castingu, kiedy szukano do roli - jak przypuszczano - Ciri reprezentantki mniejszości etnicznej. To było cztery lata temu, a do dziś słyszę ten trzask, kiedy fandomowi pękła sami wiecie co, bo będzie inaczej, niż sobie założył. To swoją drogą jest bardzo zabawne, ale do tego jeszcze wrócimy. A zatem: pojawia się ogłoszenie, że poszukiwana jest dziewczynka w wieku 15-16 lat, która może grać 13-14-latkę. Dalej jest informacja, zawierająca tajemniczy skrót BAME, oznaczający reprezentanta mniejszości etnicznej. No i się zaczęło: że jak to, a kto to widział i po co to komu?

Potem były czarne elfy czy driady, albo jedno i drugie. Przyznam wam, że nie pamiętam, a niedawno brałam kąpiel i nie w smak mi taplać się w tych pomyjach. Inflacja mnie jeszcze tak nie dojechała, żeby myć się po kimś, mimo że cena za podgrzanie wody skoczyła u mnie w bloku od maja. W gruncie rzeczy chodzi mi o to, żeby uświadomić wam, że te afery związane z "Wiedźminem" pojawiają się co chwilę. I zwykle problemem jest to, że coś nie będzie takie jak w książkach.

REKLAMA

Wiedźmin: czarnoskóra aktorka zagra białą czarodziejkę. Wybuchła aferka

To jest o tyle trudne, że zmiany, jakie do "Wiedźmina" wprowadza Lauren Schmidt Hissrich z resztą ekipy, są związane z polityką równościową, a wiadomo że "poprawność polityczna zamyka nam usta, eoeoeoeo". Oczywiście, zmieniają fabułę, konteksty, wprowadzają potwory, których nikt nie widział i o których nikt nie słyszał (tak jakby ktoś widział kiedyś bruksę, no ale dobra, niech wam będzie, rozumiem, o co chodzi), ale zmieniają też same postaci. A także ich wygląd, dopisując to, co dla Polaka, czytającego w piwnicy "Wiedźmina" kilkanaście lat temu, było nie do wyobrażenia. Bo kiedy była mowa o elfach, widział trochę posągowe, ale i niezwykle atrakcyjne laski wyższe od niego o głowę o alabastrowej cerze. Nie wpadł na to, że one mogłyby być czarnoskóre, bo jedynym czarnoskórym, jakiego mógł zobaczyć na żywo był Olisadebe. I wiecie co? To jest okej. To zrozumiałe, że mamy ograniczone horyzonty, bo mamy ograniczone doświadczenia - swoje własne. Myślimy pewnymi schematami, bazując na tym, co znamy. Historia i geografia nie działają na naszą korzyść, jeśli chodzi o myślenie całościowe, uwzględniające perspektywy innych od nas.

Postarajcie się jednak wczuć choć troszeczkę w perspektywę innych ludzi od was. Tych, których wykluczano, o których zapominano, którzy - uwaga, będzie bolało - nie mieli dotychczas swojej reprezentacji w kinie, sztuce, a przynajmniej nie w mainstreamie. Komercyjny sukces filmu czy serialu polega na jego oglądalności, co przekłada się na zarobione pieniądze. Żeby ludzie chcieli coś oglądać, żeby coś stało się popularne i - dalej - docenione jak największa liczba osób musi się chcieć z tym utożsamić. Dużo łatwiej i chętniej oglądamy losy ludzi, których rozumiemy czy w postępowaniu których przeglądamy się jak w lustrze, nawet jeśli to gadające pies czy świnia.

Netflix nie robi "Wiedźmina" tylko dla Polaków. Robi międzynarodowy serial, który ma się monetyzować, żeby mógł robić kolejny film lub serial, który na siebie zarobi itd., itd. Zatem zmiana wątków, postaci na takie, które pozwolą każdemu znaleźć tam coś dla siebie, coś mu bliskiego, działa na korzyść, jeśli chodzi o przyciągnięcie widzów przed ekrany. Jasne, część zrazi taka wizja autorów, ale innym się spodoba. Warto też dodać, że serialowy "Wiedźmin" to nie ciąg dalszy by Sapkowski, a nowa opowieść bazująca na jego twórczości. Jej interpretacja, nawet jeśli Sapkowski bierze w niej udział. Jego rola jako autora książek, polegająca na przedstawieniu wizji tamtego uniwersum, skończyła się, mówiąc brutalnie, kiedy wydał te książki. Teraz one należą już do publiczności i do innych twórców, którzy na nich bazują, na różne sposoby.

Rochelle Ross jako Margarita Laux-Antille w "Wiedźminie". Fandom mówi: nie. Dlaczego?

Mamy więc nową aferkę. Otóż najpewniej w rolę Margarity Laux-Antille, rektorki Aretuzy, wcieli się Rochelle Rose. Dlaczego to problem według fandomu? Już tłumaczę: zgodnie z opisem w książkach Margarita miała białą skórę i jasne włosy. Rochelle Rose jest czarnoskórą kobietą o czarnych włosach. Najśmieszniejsze jest to, że nie ma potwierdzenia od samego Netfliksa, że kobieta szukana w castingu to na pewno Laux-Antille i że na pewno zagra ją Rose. Informacje pochodzą od, co prawda, sprawdzonego Redanian Intelligence, ale nie są jeszcze oficjalne. To jednak nie przeszkadzało fanom "Wiedźmina" zrobić bekującego z Netfliksa mema.

REKLAMA

Ale wiecie co jest w tym najzabawniejsze, co zaznaczyłam wcześniej? Nawet nie to, że fandom kręci aferę i ma boleści pod lędźwiami, bo być może czarnoskóra aktorka zagra czarodziejkę, którą opisywano jako białą (mam nadzieję, że na castingu ćwiczą też Wingardium Leviosa, a nie, to nie ta magia). A to, że fani zachowują się, jakby ogłuchli, oślepli i mieli spory problem z wyciąganiem wniosków. Fakt, że są to głównie dorośli faceci nie napawa mnie optymizmem o dalsze losy planety i każe zapytać: jak to możliwe że od tylu lat żyjemy w patriarchacie? Tak, wiem, to nie pytanie na tę dyskusję.

Czy serio nie zauważyliście, jakim serialem jest "Wiedźmin" Netfliksa? To nie słowiańska opowieść przeniesiona na ekran telewizyjny, która jest odwzorowaniem książki. To produkcja bazująca wielokrotnie bardzo luźno na twórczości Sapkowskiego, która stworzona jest pod współczesnego widza. Burzenie się co i rusz o to, że nie będzie "tak jak w książce" jest śmieszne. Nie przekonały was dwa sezony, że będzie inaczej, niż byście chcieli? Czas się z tym pogodzić i zrozumieć, że to nie musi być serial dla was. Nikt wam tego, po prawdzie, nie obiecał. To wasze fanowskie serca podpowiedziały wam, jaki powinien być "Wiedźmin". Oczekiwania powstały z miłości do cyklu Sapkowskiego i jest to zrozumiałe, ale też dość naiwne. Podnoszenie larum za każdym razem, tym bardziej na podstawie niepewnych informacji, jest walką z wiatrakami.

"Wiedźmin" Netfliksa może nie być dla ciebie, dla ciebie i dla ciebie. I ma prawo ci się to nie podobać. Szkoda tylko, że fandom wylewa rasistowskie szambo, walcząc o tytuł, który miał jednoczyć poróżnione rasy. Czytaliście, prawda?

* Zdjęcie główne: Margarita Laux-Antille w grze "Wiedźmin"

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA