REKLAMA

J.K. Rowling spuściła "Harry'ego Pottera" do grobu. "Fantastyczne zwierzęta 3" to film-katastrofa

J.K. Rowling własnoręcznie zabiła markę, która cieszyła się miłością milionów. Po obejrzeniu filmu "Fantastyczne zwierzęta: Tajemnice Dumbledore'a" nie mam już żadnej nadziei, że "Harry Potter" i jego uniwersum wrócą do dawnej świetności. Tak niepotrzebnego, nijakiego i pozbawionego sensu filmu w tej serii jeszcze nie było.

fantastyczne zwierzęta tajemnice dumbledore'a recenzja film jk rowling
REKLAMA

Powyższa deklaracja nie jest w żadnym razie pochwałą poprzedniej części zatytułowanej "Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda". Produkcja z 2018 roku nie była dobrym filmem i zaprowadziła całą serię na krawędź katastrofy. Z sequelem "Fantastyczne zwierzęta: Tajemnice Dumbledore'a" łączy ją zresztą bardzo dużo. Fatalny scenariusz napisany przez J.K. Rowling nie został właściwie w żaden sposób poprawiony przez Steve'a Klovesa sprowadzonego przez Warner Bros. w calu ratowania tej historii.

Najnowsza część cyklu będącego spin-offem "Harry'ego Pottera" nadal jest przeładowana zupełnie niepotrzebnymi bohaterami, emocjonalne i intelektualnie płytka, wizualnie nijaka, a w swojej fabule niebezpiecznie zbliżona do kiepskiego fanfika. Magia obecna w książkach Rowling (ale też w filmie "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć") do 2022 roku zdołała całkowicie wyparować. "Fantastyczne zwierzęta: Tajemnice Dumbledore'a" to dzieło niemal równie bezcelowe i pozbawione pomysłu na siebie jak swego czasu "Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie".

REKLAMA

Fantastyczne zwierzęta: Tajemnice Dumbledore'a - recenzja:

Nie zdziwiłbym się, gdyby wielu z was miało obecnie problemy z przypomnieniem sobie fabuły "Zbrodni Grindelwalda". Powodów takiego stanu rzeczy jest przecież mnóstwo. Z jednej strony kontrowersje związane z Johnnym Deppem i transfobicznymi komentarzami J.K. Rowling, z drugiej aż cztery lata oczekiwania na 3. część. Najważniejszym rozwiązaniem zagadki kryjącej się za tymi problemami z pamięcią jest jednak sam film Davida Yatesa. Przedstawiona w nim opowieść była tak chaotyczna i bezsensowna (a jej bohaterowie tak płascy i nudni), że naprawdę trudno było się niej przywiązać.

Fantastyczne zwierzęta: Tajemnice Dumbledore'a - recenzja

Na szczęście przed obejrzeniem "Fantastycznych zwierząt: Tajemnic Dumbledore'a" musicie tak naprawdę pamiętać tylko o dwóch istotnych sprawach. Pierwsza z nich dotyczy Grindelwalda, który gromadzi coraz większą liczbę zwolenników dla swojej antymugolskiej krucjaty. Co ważne, do tego grona dołączyła też Queenie Goldstein, czyli była ukochana Jacoba Kowalskiego. Istotne jest też, że Credence Barebone za namową czarnoksiężnika uwierzył w to, że jest bratem Albusa Dumbledore'a o imieniu Aurelius. Wszystkie pozostałe wątki ze "Zbrodni Grindelwalda" mają w nowym filmie znaczenie trzeciorzędne.

"Fantastyczne zwierzęta: Tajemnice Dumbledore'a" rozpoczynają się od wielkiego wydarzanie w magicznym świecie. Zbliżają się wybory przywódcy czarodziejów z całego świata. W wyścigu udział bierze dwójka kandydatów (nie liczcie, że w jakikolwiek sposób ich bliżej poznacie), ale i Gellert Grindelwald ma swoje ambicje. Brak odwagi u największych przedstawicieli klasy politycznej w połączeniu z coraz większą radykalizacją społeczności i pojawieniem się pewnego niezwykłego stworzenia zwanego qilinem, nagle otworzą przed czarnoksiężnikiem szansę na zdobycie pełni władzy. Uratować świat będzie mogła tylko grupa zdolnych czarodziejów i jeden mugol, których wybierze sam Albus Dumbledore.

"Fantastyczne zwierzęta 3" mają jeden z najgorszych scenariuszy ostatnich lat. Przez ponad połowę filmu będziecie się zastanawiać: " Co tu się w ogóle dzieje?".

Z oczywistych powodów nie chcę i nie mogę zdradzać zbyt wiele, ale powiem jedno - "genialny" plan Dumbledore'a zakłada tak naprawdę brak planu. Jeżeli scenarzyści w taki sposób chcieli zamaskować swój totalny brak pomysłu na tę historię, to nieszczególnie im to wyszło. W całym filmie znajdziemy pełno scen, które wydarzają się z kompletnie przypadkowych powodów i nie wnoszą niczego do samej historii. Zostały natomiast włożone do "Tajemnic Dumbledore'a", by od czasu do czasu na ekranie mogło się coś zadziać. Żeby ktoś z kimś powalczył na zaklęcia (nie mające już niemal nic wspólnego z tymi książkowymi) lub mógł uciec przed jakimś nowym potworem.

Fantastyczne zwierzęta 3 - recenzja

Brak klarownej wizji i pomysłu w zestawieniu z wciąż zbyt obszerną obsadą sprawił, że "Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Dumbledore'a" ogląda się jak zbitkę chaotycznych scenek. Emocjonalną podbudowę filmu stanowią dwie niegdyś romantyczne relacje: ta między Dumbledore'em i Grindelwaldem oraz między Queenie i Jacobem Kowalskim. Nieźle wypada tylko ta druga, głównie ze względu na osobę Dana Foglera. Tylko Amerykanin wygląda jakby wciąż dobrze się bawił, odgrywając rolę zapoczątkowaną jeszcze w 1. części.

Jude Law i Mads Mikkelsen w roli dawnych kochanków i wielkich rywali wypadają zaledwie poprawnie, ale to nie ich wina. Mają ze sobą do zagrania ledwie garstkę scen, a nawet u boku innych aktorów nie mogą w pełni wydobyć swojego talentu przez drewniane i nastawione do popychania fabuły do przodu kwestie.

"Fantastyczne zwierzęta" to seria zabita przez J.K. Rowling. Z magii "Harry'ego Pottera" nic się nie ostało.

Nigdy nie byłem wielkim fanem estetyki, którą David Yates przyjął w późniejszych częściach "Harry'ego Pottera". A teraz gdy reżyser już totalnie jedzie na autopilocie, to rzekomo magiczny świat wydaje się nudniejszy i bardziej szary niż kiedykolwiek wcześniej. Trudno mi się też pogodzić z tym, co J.K. Rowling i Yates zrobili z zaklęciami. Niegdyś niezwykle interesujące, różnorodne i silnie ugruntowane w rzeczywistości dziś przypominają pokaz kolorowych fajerwerków. Nie sposób zrozumieć, jaki czar kryje się za czymkolwiek, co robią bohaterowie przez większość seansu.

REKLAMA

Przez swoje transfobiczne komentarze J.K. Rowling dawno temu straciła zaufanie nawet uwielbiających ją przed laty aktorów i fanów. Wydaje mi się jednak, że premiera "Tajemnic Dumbledore'a" może ją kosztować nawet więcej. Do niedawna dało się uznawać, że "Harry Potter i przeklęte dziecko" czy "Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda" to wypadki przy pracy. Gorsze opowieści, które doprowadzą jednak do czegoś nowego i ciekawego.

Debiutujący dzisiaj w polskich kinach film skutecznie zabija tę nadzieję. Na jego końcu większość widzów zostanie z poczuciem, że przez ponad 2 godziny nie wydarzyło się właściwie nic istotnego. Może poza zniwelowaniem jednej poważnej przeszkody stojącej na drodze Dumbledore'a. Tylko czy dla mniej niż 10 minut realnych zmian warto było robić kolejny zupełnie niepotrzebny film? Fani "Harry'ego Pottera" muszą na to sami sobie odpowiedzieć.

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA