Jakub Żulczyk wypowiedział się na temat afery z Taco Hemingwayem i Głównym Inspektoratem Farmaceutycznym w związku z użyciem nazwy leku w jednej z jego piosenek. Stwierdził, że nie rozumie zarzutów skierowanych w stronę rapera.

"Zakochałem się pod apteką" to jeden z najchętniej słuchanych kawałków z najnowszego albumu Taco Hemingwaya "Latarnie wszędzie dawno zgasły". Jego popularność sprawiła, że słuchacze zaczęli wykupywać z aptek lek o nazwie Solpadeine, którym wspomina raper. Jest to środek przeciwbólowy zawierający trzy substancje czynne: paracetamol o działaniu przeciwbólowym i przeciwgorączkowym, kodeinę fosforanu, czyli opioidowy lek przeciwbólowy, oraz kofeinę. To mocna mieszanka, która po przyjmowaniu jej w zbyt dużych dawkach może być szkodliwa.
Nic zatem dziwnego, że na rosnący popyt na lek zareagował Główny Inspektorat Farmaceutyczny (GIF), który zapowiedział, że zbada, czy przypadkiem nie doszło do reklamy produktu bez zgody producenta. Jakiś czas później GIF przekazał, że "producent preparatu Solpadeine odmówił zgody na użycie nazwy leku w piosence Taco Hemingwaya", a to oznacza, że środek został nielegalnie zareklamowany. Sprawę skomentował Jakub Żulczyk.
Żulczyk skomentował aferę z Taco Hemingwayem. Stwierdził, że to groźny precedens
Żulczyk postanowił wypowiedzieć się na temat afery z raperem, którą nazwał "groźbami skierowanymi w stronę Taco Hemingwaya".
Może czegoś tu nie łapię, ale kompletnie nie rozumiem stawianego przez GIF zarzutu o rzekomej ukrytej reklamie. Moim zdaniem ta miałaby miejsce, jeśli raper podpisałby jakąś niejawną umowę z producentem leku i za wynagrodzenie zobowiązałby się go reklamować w piosence. Nic takiego, jak rozumiem, nie miało miejsca. Zamiast tego, wikłając artystę w tego typu awanturę i niejako zmuszając go do zmiany tekstu utworu powstaje pewien kolejny groźny precedens dotyczący twórczości (poprzednim było używanie tekstów raperów jako dowodów w sprawach sądowych).
I dodał:
Mianowicie, jako autor powieści uważam, że jest w pełni dozwolone używanie nazw własnych, w tym produktów handlowych w poezji, prozie, tekstach utworów etc zakładając, że nie stanowią one pewnego rodzaju kryptoreklamy (ta jest czymś krindżowym, nieetycznym, a w pewnych przypadkach nielegalnym). Jednak zabranianie artystom używania nazw własnych różnych produktów czy marek to wytrącanie im z ręki narzędzia do opisywania rzeczywistości i jednocześnie próba artystycznej cenzury.
Pisarz podkreślił, że jest wrogiem reklamy alkoholu i rozumie, że wspomniany lek może być "substancją groźną", ale według niego piosenka Taco Hemingwaya nie jest reklamą. Porównał ten przypadek do stawiania zarzutów Pezetowi za singiel "Szósty zmysł". "Mam ogromną nadzieję, że ta głupia sprawa zakończy się szybciej, niż się zaczęła" - podsumował.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Taco Hemingway na celowniku. Tak, chodzi o lek
- Najlepszy album Taco Hemingwaya od 10 lat. Raper zrzucił go w nocy
- Taco Hemingway ogłosił dodatkowy koncert. Ostatnia szansa
- Taco Hemingway wyprzedał trasę w kilka godzin. To rekord
- Mata, Bambi, Young Leosia i Taco Hemingway. Oni wszyscy wystąpili na jednym koncercie w Krakowie







































