Bez zapowiedzi, bez promocji, bez singli - właśnie tak od lat kolejne albumy wydaje Taco Hemingway. Tym razem zaskoczył o tyle bardziej, że jego ostatnie krążki pojawiały się w wakacje; nie ma szans, by ktokolwiek spodziewał się premiery nowych numerów jeszcze w 2025 r., w przypadkowym terminie, jakim jest noc z 18 na 19 grudnia.

No, ale mamy to - „Latarnie wszędzie dawno zgasły”, siódmy solowy album studyjny (jeśli nie liczyć sześciu minialbumów) wylądował w streamingu, a zasugerował go w bardzo nieoczywisty sposób jedynie PGE Narodowy. Tytuł płyty pojawił się niedługo przed premierą na fasadzie Stadionu, bez żadnych dodatkowych komunikatów czy dat, co przy okazji zapewne stanowi zapowiedź rychłych występów warszawskiego rapera w obiekcie.
47 minut odsłuchu, 16 ścieżek (12 numerów i 4 skity w stylu pierwszych albumów Filipa Szcześniaka, takich jak „Trójkąt Warszawski”). Na pierwszym od ponad dwóch lat wydawnictwie Taco Hemingwaya za warstwę producencką odpowiadają sprawdzeni Rumak, atutowy, Borucci i Zeppy. I jest to warstwa stylistycznie hipnotyzująca - dość oszczędna, raczej oldschoolowa i spokojna, może nawet surowa, ale doskonale współgrająca z atmosferą warstwy lirycznej.
Taco Hemingway: Latarnie wszędzie dawno zgasły - opinia o płycie
Najprzyjemniejszym w moim odczuciu zaskoczeniem są właśnie tematyka i - czego się nie spodziewałem - flow. Zamiast pochylać się nad problematyką polityczną czy ogólnokrajową (komentowaną przez rapera w sposób raczej płaski, dość banalny, a nawet populistyczny), uderzać w radiowo-mainstreamowe, pozbawione wyrazu klimaty czy stawiać licealne diagnozy, Szcześniak wrócił do korzeni - do błyskotliwej konceptualności, do opowieści bardziej kameralnych, intymnych, introspektywnych, w których istotnym punktem odniesienia znów staje się Warszawa. Budowanie obrazów miasta i przeprowadzanie przez nie słuchacza wychodziło niegdyś raperowi bezbłędnie - tym razem jest podobnie, choć jest to podróż ukazująca inne perspektywy. Zamiast odtwórczości, płyta wchodzi w dialog ze starszymi materiałami, nie tracąc przy tym swojego charakteru. Powraca tu na przykład postać Piotra z „Trójkąta”, a opowieść z tracka „Wszystko jedno” poznajemy z kobiecej perspektywy dzięki jedynemu featowi na krążku - Livce.
Z pewnością pojawią się głosy, że po mieszanym odbiorze ostatnich albumów Taco bezpiecznie sięgnął po stare klimaty - będą to jednak oskarżenia chybione i bezmyślne. Raper rzeczywiście wrócił do tego rodzaju historii i obserwacji, w których snuciu jest najlepszy, a przy tym faktycznie nawiązuje do początków swej twórczości, ale „Latarnie” stoją o własnych siłach, są dziełem o własnej tożsamości.
Krążek składa się z czterech aktów, które różnią się od siebie tonem i nastrojem.
Jest zaskakująco różnorodny w ramach spójnej przecież formy i treści. Bywa niepokojąco, bywa ironicznie, bywa ponuro, bo w rdzeniu - spojrzeniu na międzyludzkie relacje - dominuje pesymizm. Różnorodny okazuje się też flow artysty, o którym wspominałem wcześniej. Taco zawsze potrafił kłaść fajne wersy, ale bywał bardzo, bardzo monotematyczny technicznie, co było jednym z moich największych względem jego twórczości zarzutów (i przyczyną, dla której nieczęsto wracałem do większości jego płyt, nie licząc dwóch pierwszych - bezdyskusyjnie najlepszych). Choć po odpaleniu „Placu Trzech Krzyży", pierwszego numeru na płycie, wywróciłem oczami, bo usłyszałem dokładnie ten rodzaj flow, którego się spodziewałem, kolejne kawałki pozytywnie mnie zaskoczyły. Szcześniak chętniej kombinuje, odważniej bawi się stylem, w żadnym wypadku nie jest męcząco jednostajny.
„Latarnie wszędzie dawno zgasły” to - moim zdaniem - najlepsza rzecz Taco Hemingwaya od „Umowy o dzieło”. A wraz z premierą płyty online w sklepie rapera wystartował preorder wydania fizycznego oraz promującego ją merchu. Wysyłka zamówień planowana jest jednak dopiero na 5 marca 2026 r.
Czytaj więcej:
- Szalony kryminał Netfliksa chwycił widzów za gardło. Mają obsesję
- Donald Trump organizuje zawody, które zaniepokoiły widzów Hunger Games
- Prime Video daje wskazówkę fanom kryminałów. Guy Ritchie wraca do gatunku
- Nowy thriller od SkyShowtime to powód, dla którego płacę za ten serwis
- Dodatek do Fallouta dziwniejszy niż serial. Prezent na święta od Prime Video






































