REKLAMA

Wielki reżyser znów w formie. Obejrzałem La Grazia i jestem zachwycony

Polityk też człowiek - to prawda, która wielu niezbyt potrafi przejść przez gardło. Biorąc pod uwagę wszelkie nadużycia i złe czyny, jakich się dopuszczają ludzie z tej "branży" ciężko się dziwić. Paolo Sorrentino w "La Grazii" nie zachęca jednak widza do usilnego współczucia - woli pozycję obserwatora i myśliciela. Wychodzi mu to świetnie.

OCENA :
8/10
la grazia film recenzja
REKLAMA

Choć zdecydowanie nie czuję się sorrentinologiem, kino spod znaku legendarnego włoskiego reżysera zawsze mnie ciekawiło. Nie sądzę, że fascynowało, ale jednak przyciągał moją uwagę sposób, w jaki rozważa on to, co jest w naturalny sposób związane z ludzką egzystencją. Niemal każdy film Sorrentino, który widziałem, jest wizualnie piękny, ale w swojej treści dotyka rzeczy dalekich do tego określenia. "Piękni ludzie w pozornie pięknej fakturze, ułomny w ludzkiej naturze cały świat" - już raz użyłem kiedyś tego cytatu z piosenki Sobla w recenzji filmu Włocha ("Bogini Partenope"), bo uważam, że pasuje do jego twórczości jak mało który. Gdyby szukać w polskiej muzyce odniesienia pasującego do głównego bohatera "La Grazii", chyba poleciałbym klasykiem: jawi on się jako "zagadka, której nikt nie zdąży zgadnąć, nim minie czas".

REKLAMA

La Grazia - recenzja filmu. Piękny powrót Paolo Sorrentino

Mariano de Santis (Toni Servillo) jest prezydentem Włoch. Jego kadencja chyli się ku końcowi - za pół roku jego mandat ma wygasnąć. Polityk w trakcie swojej długoletniej kariery w życiu publicznym wyrobił sobie opinię człowieka kompromisu, nieskalanego przez skrajności, wnoszącego się ponad podziały i emocje, toczące na co dzień polityczne spory. To jednak miecz obosieczny - unika kontrowersyjnych decyzji, ma ksywkę "Żelbet", podkreślającą jego osobowość człowieka-pomnika, którego żywotność bezpowrotnie zniknęła. Kamyczek do tego stanu niewątpliwie dołożyła śmierć ukochanej żony Aurory, której zdrada po dziś dzień nie daje mu spokoju. Ostatnie chwile kadencji de Santisa są zdominowane przez kwestię kontrowersyjnej ustawy o eutanazji oraz dwa potencjalne ułaskawienia.

Umówmy się na wstępie: to nie jest ten typ kina, które trzyma nie wiadomo jak długo w napięciu, zaskakuje zwrotami akcji, operuje dramaturgią w klasyczny sposób. Sorrentino dobrze czuje się jako kapitan łódki zwanej życiem: fabuła spokojnie pływa, podczas gdy jego pasażerowie - bohaterowie, o których opowiada - patrzą na taflę wody niczym w lustro, przeglądają się w nim, weryfikują swoje wartości, rozliczają się z własnym dorobkiem oraz życiem. "La Grazia" to właśnie ten typ kina, dotykającego spraw ważnych, wielkich, etycznych, ale zarazem nieodklejonego od ziemi. Do opowiadania reżyser używa bohatera, który ma wszelkie papiery, by mieć z czego się rozliczać i nad czym zastanawiać.

Zanim Mariano de Santis został prezydentem, jako wybitny prawnik wychował kolejne pokolenia na swoich opasłych podręcznikach. Nazwanie go człowiekiem-instytucją nie byłoby przesadą. Wraz ze zmierzchem politycznej kariery nadchodzą również przemyślenia osobistej natury. Sorrentino łapie bardzo dobry balans: odziera de Santisa z aury pomnikowości, jaką sam bohater sobie zbudował, ale nie uczłowiecza go aż tak, by widz pomyślał "literally me". "La grazia" jest niemal dwuipółgodzinną, nieśpieszną refleksją, kroniką życia człowieka, który wraz z byciem odległym emocjonalnie, stał się również odległy życiowo i politycznie. Jeśli w czymś się kibicuje prezydentowi, to w osiągnięciu spokoju ducha i znalezieniu odwagi, by ruszyć dalej.

Toni Servillo - kadr z filmu "La Grazia"

Znaczna część akcji rozgrywa się w Pałacu Prezydenckim (świetne zdjęcia Darii D'Antonio), który zamiast złotą klatką jest złotą skorupą, do której dostęp mają nieliczni. Chowa się w niej przed córką, która namawia go do podjęcia decyzji w przedłożonych mu sprawach. Przed wyborem pomiędzy - w jego mniemaniu - byciem sadystą a mordercą. Jedyne, w czym jest szczerze ofensywny, to pragnienie prawdy o żonie: idealnej Aurorze, której zdrada jest jego nieprzepracowaną obsesją. Mariano rozpamiętuje to, co jest już martwe, przeszłe - łatwiej mu wracać do tego, co było, niż w zdecydowany sposób zaangażować się w teraźniejszość i przyszłość. Może się wydawać, że to kino równie zimne i pomnikowe co sam bohater, ale nic bardziej mylnego: Sorrentino świetnie wpuszcza humor i lżejszy ton.

Choć z "La Grazii" komentarz polityczny bije raczej najmniej, ciężko mi nie czytać tego filmu jako swego rodzaju aktu wiary. Wiary, że w świecie pełnym zbyt intensywnych emocji politycznych, cynicznie podejmowanych decyzji, zimnej kalkulacji i używania siły, jest miejsce na postacie pokroju Mariano - świadomych społecznego i moralnego ciężaru swoich decyzji, rozumiejących wagę kwestii, którymi mają się zająć. Sorrentino zarazem nie idealizuje tu "oświeconego centryzmu", wręcz go krytykuje. Personifikacją tego ruchu jest córka głównego bohatera, Dorotea (dobra Anna Ferzetti), która poświęciła swoje życie osobiste na rzecz zawodowej pracy z ojcem, będącym jej bliższy formalnie niż emocjonalnie. Praca, która powinna ich zbliżyć, realnie oddala.

Toni Servillo - kadr z filmu "La Grazia"

Toni Servillo odebrał na festiwalu w Wenecji nagrodę dla najlepszego aktora za rolę w "La Grazii". Nie śmiem się z tym wyborem kłócić.

Choć dobrych kandydatów nie brakowało, ulubiony aktor Sorrentino znów znakomicie pokazał, że doskonale rozumie to, co za jego pomocą reżyser chce przekazać. Doskonale ukazuje prezydencki majestat swojego bohatera, który uznaje siebie za szarego, podczas gdy jest w nim sporo aktywnych, lecz chowanych wewnątrz uczuć. Servillo wydobywa wiele z "kamienności" Mariano, a gdy pozwala sobie na bardziej emocjonalne momenty, wznosi się na wyżyny. Ma w tym dobre wsparcie - zwłaszcza znakomitą Milvię Marigliano w roli przyjaciółki Coco Valori.

Paolo Sorrentino pokazuje, że z historii bohatera, który na pierwszy rzut oka zdaje się być najnudniejszy na świecie, można zrobić refleksyjne, wartościowe, kontemplacyjne, powściągliwe, pełne mądrości, a jednocześnie nie grzęznące w nudzie, kino. Reżyser z naiwnie pięknym urokiem wierzy w zwycięstwo politycznej godności i mądrości nad wszechobecnym zepsuciem. Mało który film w ostatnich miesiącach tak skutecznie ucieleśniał słowa "mniej znaczy więcej", jak właśnie "La Grazia".

"La Grazia" w kinach od 5 lutego.

REKLAMA

Więcej o filmach poczytasz na Spider's Web:

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-02-15T12:16:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-15T11:55:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-14T12:57:12+01:00
Aktualizacja: 2026-02-14T12:13:37+01:00
Aktualizacja: 2026-02-14T10:12:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-14T07:02:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-13T07:55:40+01:00
Aktualizacja: 2026-02-12T18:01:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-12T10:29:39+01:00
Aktualizacja: 2026-02-12T09:21:40+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA