Już tylko kilka dni dzieli nas od finału „Grupy zadaniowej”, jednej z najlepszych tegorocznych produkcji HBO Max. Thriller kryminalny z Markiem Ruffalo w roli głównej szybko przypadł widzom do gustu, jednak dopiero z czasem zaczął ich prawdziwie pochłaniać. 6. epizod oceniany jest jako najmocniejszy z dotychczasowych - i wcale mnie to nie dziwi.

„Grupa zadaniowa” może poszczycić się tym, czego nie udaje się osiągnąć większości seriali - z odcinka na odcinek staje się coraz lepsza. Ledwo tydzień temu pisaliśmy, że najnowszy wówczas epizod wstrząsnął publicznością, na co wskazywały oceny i komentarze w mediach społecznościowych. Tymczasem okazało się, że to wciąż nic w porównaniu z tym, co miało dopiero nadejść.
6. odcinek „Grupy zadaniowej” pt. „Poza ideami złego i dobrego postępowania jest rzeka” błyskawicznie stał się najwyżej ocenianym epizodem serialu w serwisie IMDb (9,3 przy 1,1 tys. głosów - dla porównania poprzedni rozdział dobił do 8,9 przy 1,4 tys. głosów). A i końca internetowych dyskusji nie widać.
W ogóle mnie to nie dziwi. Ten seans wbił mnie w fotel.
Rywalizujące frakcje ścierają się w gęstwinie lasu; konfrontacja przeradza się w wielką, nieuchronnie przybliżającą nas do finału bitwę, która wiele zmienia. Niestety, dwie lubiane postacie nie wychodzą z niej żywe. Szokujące, choć przecież tej narracji od początku towarzyszy poczucie nadciągającej tragedii - zwiastowały ją wszelkie serialowe znaki na niebie i ziemi.
Grupa zadaniowa, odc. 6 - opinie o serialu HBO Max
Tydzień temu Tom Brandis (Mark Ruffalo) dał Robbie’emu (Tom Pelphrey) ostatnią szansę, by się wycofał. W emocjonalnej, szczerej scenie w samochodzie w drodze do Bushkill, dwójka głównych bohaterów wreszcie dzieliła ekran, dyskutując o śmierci, wierze i rodzinie.
Robbie darował Tomowi życie, ale agent FBI szybko zebrał ekipę i wrócił do lasu, by go schwytać. 5. odcinek zakończył się sceną, w której obaj celują do siebie z broni - bezwzględnym cliffhangerem, zwiastującym pewną śmierć jednego z nich. Cóż, mroczne umysły twórców okazały się nieodgadnione. W tym odcinku tracimy aż dwie postacie - już w pierwszych dwudziestu minutach. Nie jest to jednak duet, którego śmierci się spodziewaliśmy.
Owszem, Robbie traci życie, dźgnięty nożem przez swojego wroga z Dark Hearts, Jaysona (Sam Keeley) i umiera w samochodzie, gdy Tom desperacko próbuje dowieźć go do szpitala. Poza tym odchodzi również funkcjonariuszka PSP Lizzie Stover (Alison Oliver); kobieta, która po wystrzale przy uchu straciła słuch, zostaje potrącona przez Jaysona i Perry’ego (Jamie McShane), uciekających z miejsca zbrodni po tym, jak detektyw hrabstwa i jednocześnie kret, Anthony Grasso, pozwolił im zbiec.
To wyjątkowo przygnębiający początek odcinka, który później wcale nie pozwala złapać oddechu - przeciwnie, napięcie rośnie z każdą kolejną minutą. Po strzelaninie w Bushkill FBI wszczyna śledztwo przeciwko własnej grupie zadaniowej, podejrzewając, że ktoś z wewnątrz przekazywał informacje Dark Hearts. My, widzowie, wiemy już, że był to Grasso - a także, że jego rola „kreta” została mu niejako przekazana przez Michaela Dorseya. Śmierć Lizzie pogrąża Grasso w poczuciu winy, ale Dorsey każe mu zachować zimną krew, by obaj wyszli z tej kabały bez szwanku. Poza tym Meave zostaje zatrzymana w celu przesłuchania, a Tom dowiaduje się od niej, że Robbie i Cliff myśleli, iż miejsce spotkania z handlarzami znajduje się w innym parku, niż ten, w którym FBI przygotowało zasadzkę. Wreszcie Tom uświadamia sobie prawdę o Grasso.
Życie rodzinne policjanta również się komplikuje. Decyduje się zabrać Sama do swojego domu, na co jego córki reagują słusznymi obawami.
W finałowych ujęciach widzimy Jaysona i Perry’ego, którzy wyławiają z rzeki torbę wrzuconą tam przez Robbiego tylko po to, by odkryć, że jest pełna... broszur deweloperskich. W tym samym czasie Shelley, była partnerka i jednocześnie niedoszła ofiara przestępcy Raya, współpracownika Robbiego i Cliffa, pojawia się na progu Maeve, by wręczyć jej prawdziwą torbę z gotówką. Okazuje się, że Robbie zaryzykował wszystko, wierząc w słowa Shelley z poprzedniego odcinka, że „jest dobrą osobą”. Celowo wprowadził Dark Hearts w błąd, by dać Maeve i dzieciom szansę na lepsze życie.
Niestety, nie sposób zakładać, że Jayson i Perry nie zaczną podejrzewać, iż to właśnie Maeve jest w posiadaniu kasy. To niemal pewne, że w finale czeka nas kolejne starcie między rodziną Prendergrastów a Dark Hearts. Czy to właśnie Maeve dokona zemsty za ojca i wuja? Co zrobi Jayson, gdy odkryje, że to Perry zabił Eryn? Czy Grasso poniesie konsekwencje? Czy Sam zostanie na stałe z Brandisami?
„Grupa zadaniowa” ma jeszcze sporo wątków do zamknięcia, a ja - rozemocjonowany ostatnim epizodem - będę wypatrywał finału z niecierpliwością. I nie jestem osamotniony w swoich wrażeniach. Dyskusje na Reddicie czy w social mediach nie pozostawiają wątpliwości: subskrybenci HBO Max uwielbiają ten tytuł.
Szósty odcinek „Grupy zadaniowej” to jedno z najlepszych telewizyjnych wydarzeń tego roku - porywający, przygnębiający, zarazem niesamowicie satysfakcjonujący. Bradzie Ingelsby [showrunner - przyp. red], wygląda na to, że właśnie zostałeś nowym mistrzem gatunku.
Czy wy sobie ze mnie żartujecie? Co to za czary? Początek i finał szóstego odcinka to kino ostateczne. Absolutny szczyt sztuki telewizyjnej.
Kiedy po raz pierwszy recenzowałem „Grupę zadaniową”, zwróciłem szczególną uwagę na przedostatni odcinek, nazywając go najlepszym w całej serii. Powrót do niego przy okazji pisania podsumowania tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu - to po prostu znakomita godzina telewizji.
Szósty odcinek był znakomity pod każdym względem - od aktorstwa całej obsady, przez akcję, po tempo narracji. Całe prowadzenie historii aż do tego momentu było perfekcyjne. Pierwsze dwadzieścia minut to czyste szaleństwo - nieustanny przypływ adrenaliny i emocji. Nie da się w pełni oddać słowami, jak świetnym i niedocenianym aktorem jest Tom Pelphrey; w tym tygodniu był absolutnie fenomenalny.
Zrobiło się naprawdę wzruszająco podczas pierwszych dziesięciu minut szóstego odcinka „Grupy zadaniowej” - wszyscy, zarówno przed, jak i za kamerą, dostarczają coś absolutnie wyjątkowego, to zupełnie inny poziom. Chyba moje ciało i umysł po prostu nie potrafią tego udźwignąć. Nie jestem osobą religijną, ale to był boski poziom
- czytamy na Twitterze.
Czytaj więcej:
- Użytkownicy wściekli na Prime Video. Serwis skasował aż 2 seriale akcji
- To: Witajcie w Derry poleci w kinach w Polsce. Serial na wielkim ekranie
- Keanu Reeves wspomina Diane Keaton. Poruszające wyznanie
- Netflix zdradził, ile potrwa finał Stranger Things. Będzie długo
- Ten nowy thriller to bomba. Już nazywa się go szczytowym osiągnięciem







































