Skłamałbym mówiąc, że brazylijskie kino było czy jest szczególnym przedmiotem moich zainteresowań. Nie przez jakieś uprzedzenia - chyba po prostu nigdy nie znalazłem motywacji, by je odkrywać. "Tajny agent", nowy film Klebera Mendonçy Filho, jest powodem, by wyjść z bańki i poszerzyć swoje horyzonty.

Wagner Moura to aktor, który ma za sobą już całkiem bogatą karierę. Reprezentant Brazylii w Hollywood rozpoczął swoją gwiazdorską egzystencję rolą w "Elizjum", gdzie pomimo dość dużej konkurencji (Matt Damon, Jodie Foster) zapadł w pamięć widzom i krytykom. Kolejne lata nie były wcale gorsze: jeszcze większą sławę przyniosła mu rola narkotykowego barona Pablo Escobara w "Narcos". Najbardziej współczesna widownia powinna go kojarzyć również z garlandowskiego "Civil War", które z oczywistych względów znów trafiło na języki opinii publicznej. Moura wciela się tam w Joela, reportera, który jedzie w głąb Waszyngtonu, by przeprowadzić wywiad z prezydentem, odpowiedzialnym za wywołanie wojny domowej. U Garlanda jechał, by spotkać się z władzą, zaś w "Tajnym agencie" próbuje uciec przed jej mackami.
Tajny agent - recenzja filmu. Słoneczna, brazylijska pułapka
Brazylia, 1977 rok. Marcelo (Moura) jest naukowcem, który zmierza do Recife. Jego celem jest specjalny ośrodek, pełen podobnych mu "uchodźców". Mężczyzna znalazł się na oku władzy i jest w związku z tym ścigany. Otrzymuje schronienie, zostaje przydzielony do pracy w lokalnym biurze zajmującym się identyfikacją i dowodami osobistymi. To wszystko jednak jest tymczasowe - podstawowym pragnieniem będącego również wdowcem Marcelo jest ucieczka na wolność wraz ze swoim synkiem Fernando. Sytuacja jednak się komplikuje, a główny bohater coraz mocniej zdaje sobie sprawę, że nigdzie nie jest bezpieczny.
Nie ulega wątpliwości, że "Tajny agent" to rodzynek, jeśli chodzi o oscarowe towarzystwo - spośród dziesiątki nominowanych do nagrody za najlepszy film mierzy się z wielkimi produkcjami z jeszcze większymi nazwiskami i pieniędzmi. Film Klebera Mendonçy Filho należy do gronach tych z niskim budżetem. Oczywiście nie jest to żadna wada. Ba, powiem więcej - w trakcie seansu niespecjalnie da się w tym zorientować. Choć spośród Wielkiej Dziesiątki brazylijska produkcja będzie w moim zestawieniu niżej niż wyżej, to wciąż kawał dobrego, wartościowego kina, które zostaje w głowie po seansie.
Mendonça Filho początkowo funduje widzom nie lada ból głowy. Pierwsze pół godziny (i nie tylko) to bogata galeria postaci, które zamiast typowej ekspozycji rodzi sporo pytań. Gdzie jedzie główny bohater? Czy i dlaczego ktoś może go ścigać? Kim tak naprawdę jest? Te oraz inne pytania będą się mnożyć, na część uzyskamy pełną odpowiedź, jednak generalnie reżyser (i scenarzysta zarazem) stawia mocno na to, by pozostawić trochę luk w historii do własnej interpretacji. Niektórzy mogliby to nazwać leniwym scenopisarstwem, ja jednak jestem daleki od takich wniosków, bowiem dla mnie to postawa jak najbardziej spójna z obrazem głównego bohatera. Marcelo do samego końca zdaje się pozostawać postacią niekompletną, nieodkrytą, a w związku z tym, fascynującą. Facetem, który w życiu swojego syna jest przede wszystkim duchem, a we własnym - zmieniającym tożsamość uciekinierem, któremu nie jest dany spokój.

Skoro o tożsamości mowa, Kleber Mendonça Filho zdaje się być "uczciwym patriotą" - twórcą, który docenia piękno swojego kraju, ale absolutnie nie ucieka od tego, by swoje reżyserskie oko skierować ku temu, jak bardzo jest on zdominowany przez korupcję i przemoc - oba zjawiska systemowe i jak najbardziej akceptowane przez władzę. "Tajny agent" doskonale równoważy te pozornie niepasujące do siebie klocki. Z jednej strony nietrudno poczuć ten kolorowy, oldschoolowy klimat lat 70. objawiający się za sprawą ubrań, gazet, garbusów czy lecących w kinach "Szczęk" - nostalgia skąpana słoneczkiem i karnawałowym nastrojem. Po drugiej stronie filmowej ulicy mamy zwłoki leżące luzem koło stacji benzynowej, krwawe strzelaniny, stosunki seksualne na widoku w ciemnych ulicach, terroryzującą mieszkańców nogę. Recife tym w wydaniu to miasto ciężkich grzechów, w którym nie wiadomo, czy czeka cię przygodny seks, czy brutalna śmierć.
"Tajny agent" sprawdza się na wielu frontach, jednak, moim zdaniem, niekoniecznie na wszystkich. Choć jawi się nam jako polityczny thriller, zdarza mu się nie wypełniać do końca obietnicy. Cierpi na pewne dłużyzny, mam też wrażenie, że w fabule nie brakowało momentów, kiedy ciężar czy stawka z jaką zmaga się główny bohater nie były aż tak odczuwalne. Mendonça Filho zlepia różne wątki tej samej historii, które osobno działają ciekawie - mnie szczególnie spodobała się ta część, w której Marcelo styka się z innymi, podobnymi sobie, którzy z różnych powodów uciekli przed dawnym życiem.

Jest to jednak miecz obosieczny, bowiem historia protagonisty ulega wówczas pewnemu rozmyciu. Za to, by tak się nie stało, odpowiada poboczny wątek współczesny młodej badaczki, która analizuje materiały i nagrania z tamtych czasów. Przy dobrych wiatrach kustoszką pamięci, przypominającą Brazylii i światu o tym, jak ludzie pokoju Marcelo padali ofiarami zepsutego i zgniłego systemu. Wcielający się w niego Wagner Moura zdecydowanie notuje swoją najlepszą rolę w karierze - na jego twarzy wypisana jest życiowa trudność, samotność i w pewien sposób desperacja. Nie musi przekonywać widza, że jest wymagającym jego uwagi uciekinierem, któremu zależy na ucieczce wraz z synem i uwolnieniu się od zasięgu władzy czy ścigających go zabójców. Widzimy to w jego oczach i całej, świetnej kreacji.
Uważam jednak, że choć Moura jest bardzo dobry, nie jest to rola na Oscara.
Mendonça Filho bardzo barwnie maluje również drugi czy nawet trzeci plan. Moją osobistą, błyszczącą za każdym razem, faworytką jest Tânia Maria jako Sebastiana - starsza gospodyni z anarchistyczną i komunistyczną przeszłością, która organizuje pomoc oraz schronienie uciekinierom, jest powierniczką ich sekretów, ale również sama opowiada swoim rozmówcom różne wersje własnej historii. Głośne i znane mainstreamowi nazwiska są tu raczej dodatkami - Gabriel Leone i Udo Kier zaznaczają swoją obecność, ale bez szaleństw.
"Tajny agent" to film ambitny, wciągający, często zagadkowy (w dobrym znaczeniu). Kleber Mendonça Filho stworzył kino, które odurza swoim klimatem, niezależnie od tego, czy jest on barwny i piękny, czy brudny i śmierdzący od moralnego oraz politycznego zepsucia. Na poziomie fabuły sporadycznie wpada w dłużyzny, ale absolutnie nie kłóci się to z tym, że mamy do czynienia z angażującą, złożoną historią, która dotyka tego, co trudne, traumatyczne, ale wymagające pamięci.
Polska premiera kinowa "Tajnego agenta" jest zaplanowana na 27 marca.
Więcej informacji o filmach przeczytacie na Spider's Web:
- Tajemniczy horror ominął polskie kina. Stał się hitem SkyShowtime
- Na ten film nikt nie chodzi do kina. Zaraz zarobi rekordową kwotę
- Kultowy horror wywraca bebechy. Nie zaśniecie po nim
- Najważniejsze premiery lutego 2026. Gorące tytuły w kinie i streamingu
- Poruszający easter egg w Avatarze. Ten szczegół umyka widzom







































