REKLAMA

Co ma "Wesele" do "Wesela"? Wyjaśniamy, o co chodzi z tytułem nowego filmu Smarzowskiego

Wojtek Smarzowski zabrał nas na "Wesele" w 2004 roku i teraz znowu zaprasza nas na taką imprezę. Wyjaśniamy, dlaczego jego najnowszy film nosi ten sam tytuł co pełnometrażowy debiut.

wesele 2 sequel smarzowski
REKLAMA

"Wesele" już w kinach. A po weselu, jak to po weselu, miał być kac. W końcu zaprasza nas na nie Wojtek Smarzowski, a on się zwykle w tańcu nie... rozdrabnia. Sam przyznawał nawet, że jego najnowszy film może być w Polsce zakazany. Spodziewaliśmy się więc dzieła obrazoburczego, w którym prawda w oczy kole. Zamiast tego otrzymaliśmy... szkolny podręcznik do historii. Rozczarowanie jest równie wielkie, co wcześniej nakręcony hype.

Przez jakiś czas nowy projekt Smarzowskiego najpierw funkcjonował jako "W2", potem "Wesele 2". Wyglądało na to, że reżyser szykuje sequel swojego pełnometrażowego debiutu, czyli kultowego już dzisiaj "Wesela". Kiedy twórca odkrył wszystkie karty, a z tytułu zniknęła cyferka, wszyscy zaczęliśmy sobie bełkotliwym głosem zadawać pytanie: "ale o co chodzi?". Odpowiedź jest prostsza, niż mogliśmy przypuszczać.

REKLAMA

Czy "Wesele" to sequel "Wesela"?

"Wesele" nie jest sequelem "Wesela". Nie jest też rebootem. Tych obu tytułów nie należy ustawiać obok siebie. Jak już wiedzieliśmy, to najnowsza produkcja sygnowana nazwiskiem Smarzowskiego jest osobnym dziełem. Nie zobaczymy tu znanych bohaterów, rzecz rozgrywa się w innym miejscu i reżyser podejmuje zupełnie inne tematy.

W "Weselu" z 2004 roku śledzimy losy Wiesława Wojnara, który organizuje huczną tytułową imprezę swojej córce Kasi. Nic jednak nie idzie zgodnie z planem, a próba sprowadzenia wydarzeń na właściwe tory kosztuje coraz więcej i więcej pieniędzy. Smarzowski w swoim pełnometrażowym debiucie wypunktował nasze narodowe przywary z krętactwem i niepohamowaną chciwością na czele. Nie ma tam bowiem sprawy, której nie da się załatwić przy wódce, po znajomości i za grubą kasę. Wystarczy sięgnąć do portfela, aby policjanci pomogli w zmianie rejestracji kradzionego samochodu, a notariusz zgodził się na sfałszowanie dokumentów.

Wesele 2004/zwiastun

W "Weselu" z 2021 roku sprawa wygląda już zupełnie inaczej. Tym razem głównym bohaterem jest Ryszard Wilk - przedsiębiorca, który wyprawia tytułową imprezę córce Kasi. Co prawda nie wszystko idzie po jego myśli, ale tym razem akcja toczy się dwutorowo. Jego ojciec Antoni otrzymuje tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata, przez co zaczyna wspominać romans z uratowaną przez siebie w czasie II wojny światowej Żydówką, a współczesne wydarzenia niebezpiecznie przypominają mu sytuację z okresu okupacji niemieckiej. Tutaj reżyser skupia się na naszej niechęci do obcych i ciągłym szukaniu "wrogów narodu".

"Wesele" vs. "Wesele" - co filmy Smarzowskiego mają ze sobą wspólnego?

Prócz tytułów łączy je postać twórcy, który na przestrzeni lat wypracował swój własny, szorstki styl. Obie produkcje są całkowicie uprawnione, aby nazywać się tak samo. Ich fabuła kręci się wokół wesela, jednakże o ile w 2004 roku mieliśmy jedność miejsca i akcji, w swoim najnowszym dziele reżyser pozwala sobie na podróże w czasie, aby pokazać, że historia lubi się powtarzać. Łączy antysemityzm z II wojny światowej ze współczesną homofobią i ksenofobią. Jakby minione wydarzenia nakręcały dzisiejszą spiralę nienawiści.

"Wesele" z 2021 roku jest o wiele bardziej rozbuchane narracyjnie. Twórca lubi puszczać oczko do widzów pamiętających jego film sprzed kilkunastu lat. Dlatego wzorem Wiesława Rysiek daje państwu młodemu samochód w ramach prezentu (nie Audi, ale też niemieckie) i trzyma pieniądze w tajnej skrytce (w tym wypadku w sejfie, nie w ziemi). Zobaczymy tu też znaną z pierwszej produkcji zabawę weselną z wyciąganiem jajka przez nogawkę spodni, nie zabraknie też przejawów polskiego kombinatorstwa.

REKLAMA
Wesele 2021/zwiastun

Smarzowski nie odcina się od swojej spuścizny. Wie, że pamięć o jego pełnometrażowym debiucie jest wciąż żywa. Dlatego kiedy zobaczycie zawarte przez niego odniesienia, z pewnością się do siebie uśmiechniecie. Znane motywy i poetykę w swoim najnowszym filmie wykorzystuje jednak w zupełnie innym celu. Ale trudno nie przyznać, że na jego pierwszym "Weselu" bawiliśmy się lepiej i odchorowywaliśmy je o wiele dłużej.

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA