Ten film akcji nie przypadł do gustu krytykom, ale swoją publiczność odnalazł. Ba! Wciąż ją odnajduje, również w naszym kraju. Przed chwilą stał się przecież hitem SkyShowtime. I słusznie, bo "Windykator" to kawał mocnego kina.

Nie oszukujmy się. David Ayer się pogubił. Właściwie to na siłę pogubiło go wielkie hollywoodzkie studio. Wielokrotnie przecież narzekał, że nie miał kontroli nad ostatecznym kształtem "Legionu samobójców", przez co ten film wygląda, jak wygląda (beznadziejnie!). Od dawna walczy, żeby wypuścić wersję reżyserską, ale niestety bezskutecznie. W międzyczasie staje za kamerą znacznie skromniejszych produkcji. Zanim skumał się z Jasonem Stathamem, robiąc "Pszczelarza" i "Fachowca" dał nam "Windykatora", który byli dla niego powrotem do korzeni.
Za sprawą "Windykatora" David Ayer po traumatycznych przejściach z "Legionem samobójców" i wtopą, jaką było netfliksowe "Bright", chciał po prostu powrócić na ulice Los Angeles. Do miejsca, ludzi i klimatów, które po prostu dobrze zna i żadne hollywoodzkie studio nie będzie mu się w to mieszać. Z tej potrzeby wyrósł film mocny, brudny i surowy. Pozbawiony blockbusterowych pretensji, a przez to targający widzem na wszystkie strony.
Windykator - film akcji na SkyShowtime
Nie wszyscy tak oczywiście uważają, bo "Windykator" nie spotkał się z ciepłym przyjęciem. Krytycy wręcz go nienawidzą. Uważają go za wtórny, płytki i bez większych wartości artystycznych, przez co ma zaledwie 17 proc. pozytywnych recenzji na Rotten Tomatoes. W kinach też sobie niezbyt radził, bo w ograniczonej dystrybucji w USA wyszedł akurat w czasie pandemii. W tym samym czasie trafił jednak na VOD, gdzie stał się hitem. Widzowie pokochali powrót do porzuconej na jakiś czas stylówki reżysera. Choć oczywiście z drobnymi usprawnieniami.
Niby mamy w "Windykatorze" płaszcz realistycznego kina akcji w stylu "Ciężkich czasów", "Królów ulicy" czy "Bogów ulicy". Bo sama fabuła się przecież o to prosi, skoro David Ayer zabiera nas na ulice Los Angeles, gdzie David wraz z Creeper ściągają haracze dla kartelu. Każdy gang musi im płacić i dobrze o tym wie, aż w końcu do miasta wraca bezwzględny gangster Conejo. Zaczyna przejmować interesy głównego bohatera i zabijać wiernych mu ludzi.
W "Windykatorze" David Ayer pozwala sobie jednak na więcej stylizacji niż w swoich pierwszych filmach i nie buduje już napięcia poprzez relacje i sytuacje społeczne, skupiając się bardziej na brutalności i eskalacji konfliktu. Przemoc jest nagła i wybija rytm fabuły, nieraz zmieniając jej dynamikę. Nie ma przez to pławienia się we krwi i gore, są reakcje i konsekwencje. Dlatego kamera lubi przyglądać się wtedy twarzom bohaterom, co nadaje filmowi surowości.
Do tego wszystkiego dochodzi charakterystyczny duszny klimat. David Ayer po prostu zamyka nas w pułapce, przydusza i jeszcze kopie. Może nie jest to jego najlepszy film, ale wciąż potrafi wywrzeć spore wrażenie, przypominając, za co polubiliśmy styl reżysera. Nawet jeśli postacie wypowiadają się jak gangsterskie klisze, to wciąż mocne kino z autorskim sznytem. Pewnie dlatego jeszcze pięć lat po premierze użytkownicy SkyShowtime tak chętnie "Windykatora" odkrywają, że zajmuje obecnie czwartą pozycję w topce najpopularniejszych tytułów dostępnych na platformie. Jeśli mu pozwolicie z was też ściągnie wszystkie emocje.
Więcej o SkyShowtime poczytasz na Spider's Web:
- SkyShowtime pokazał listę nowości, w tym na 2026 rok. Będzie grubo
- Nie ufajcie słabym ocenom. Na tym thrillerze możecie się świetnie bawić
- Łapcie komediowy hit z Goslingiem, dopóki jest. Obejrzycie go na SkyShowtime
- Obejrzałem spin-off The Office. Ten sam żart po raz czwarty jednak bawi
- Na pewno przeoczyliście ten skromny serial na SkyShowtime. Naprawię ten błąd







































